15.08.2018 Ostatnia aktualizacja 09:51, 14.08.2018

Wspomnienie

Autor:
wikary
Opublikowano: 30 Maj 2007
Oceń:
1 1 1 1 1
Kategoria:
Aktualności


WSPOMINAM

Leopolda Staffa

(wspomnienia Ks. Antoniego Boratyńskiego są niniejszym publikowane po raz pierwszy w internecie)


Pierwszy raz zetknąłem się z Leopoldem Staffem i jego żoną Heleną, 4 października 1944 r. po upadku Powstania Warszawskiego.

Wyszli ze spalonej Warszawy, idąc z wielkim trudem. Młody człowiek zaofiarował się ponieść im walizkę, Uwierzyli w jego dobroć, oddali mu to, co mieli uratowanego mienia. Skoro tylko miał walizkę w ręku, zaczął przyśpieszać kroku, oni nie mogli nadążyć za nim. Zniknął bez śladu. Stracili wszystko, zostało tylko to, co mieli na sobie. W Pruszkowie załadowali ich Niemcy na otwarte wagony towarowe.

Bez posiłku i napoju, w ciasnocie ogromnej jechali dwie dobry do Starachowic. Helena Staffowa, ranna w nogę, cierpiała bardzo. Z wielkim wysiłkiem doszli do plebani, która już była wypełniona Warszawiakami. Nie pierwszy to transport dotarł z wysiedlonymi do Starachowic.

Wszedłem do kancelarii parafialnej, by kogoś przygarnąć do mego mieszkania. Leopold Staff przedstawił się kim jest i prosił o kawałek dachu nad głową, by mogli umyć się, trochę odpocząć i coś gorącego przegryźć, bo od dwóch dni nic nie mieli w ustach. Poeta był blady, wyniszczony fizycznie, cień człowieka. Zaproponowałem im gościnę u siebie; mieszkałem w dwóch małych pokoikach na wikariacie. Skorzystali chętnie z zaproszenia. Po wejściu do pokoju Helena Staffowa wykrzyknęła: - To pałac po prostu! Tu szyby są i odpocząć będzie można.

Mieszkaliśmy razem przez miesiąc czasu i poczuliśmy się jedną wielką rodziną, Po tygodniu długiego wysypiania się i dobrego odżywiania na policzkach L. Staffa ukazały się pierwsze rumieńce, znak powracających sił w organizmie. Helena Staffowa dostała jednak silnej gorączki, rana dokuczała. Z całą troskliwością leczy ją dr Sylwester Głąbowski, obecnie mieszkający w Gdańsku.

Przypominam sobie, jak w połowie listopada z Leopoldem Staffem wybraliśmy się na spacer po mieście, wstąpiliśmy do piekarni po chleb. W powrotnej drodze trzeba było przejść nieco pod górę, kościół stoi na niewielkim wzniesieniu. Poeta zasapał się i musiał przystanąć dla odpoczynku. Zapytałeś: - A cóż się stało ze ,,snami o potędze”?
- Pozostały snami – odrzekł z uśmiechem.

6 grudnia 1944 r. na zaproszenie Ludwika Hieronima Morstina odjechali pociągiem przez Kraków do majątku Pawłowice, tak charakteryzuje te czasy.

Pisząc po raz pierwszy cyfrę roku 1945, przebiegam myślą rok przeszły. W retrospekcji tej widzę wiele bólu, wiele nieszczęścia ogólnego i własnego: cierpieliśmy dużo, straciliśmy wiele, mienie i naszych bliskich, zło i zło. Ale i zdobyliśmy coś wyrzeczenie się rzeczy duchowo zbędnych, znaleźliśmy szlachetne ubóstwo, doznaliśmy łask jałmużny bliźniej, a nade wszystko zyskaliśmy nową, wielką przyjaźń, przyjaźń Twoją, Drogi Księże Antosiu, którego los obchodzi nas już, jak własny, bo w równych żyjemy warunkach!

Z Pawłowic przenieśli się na mieszkanie do Krakowa przy ulicy Juliusza Lea.

Na jubileusz 50-lecia twórczości otrzymali mieszkanie w Warszawie przy Nowym Świecie nr 6. Premier Józef Cyrankiewicz ofiarował L. Staffowi w darze jubileuszowym piękny gabinet w stylu Księstwa Warszawskiego. Warszawskiego. Pastuch, rektor Akademii Sztuk pięknych w Krakowie, ofiarował przyjacielowi portret Kardynała Sapiehy z napisem:

W roku pięćdziesiątym twórczości
Wiele szczęścia, pomyślności,
Nie kuj serca na kowadle,
Bo stracisz sen o potędze Twej
I będziesz pić waleriany lek


W 1953 r. w styczniu otrzymałem parafię św. Józefa w Skarżysku Kamiennej. Natychmiast zawiadomiłem o tym Leopoldostwo Staffów. Otrzymałem serdeczny list, w którym piszą, że radość ich jest większa od mojej, gdyż teraz będą przyjeżdżać na plebanię, by oddychać innym powietrzem w czas letnich upałów. Sześć lat prawie nie byli nigdzie poza domem. Słowa dotrzymali. 10 czerwca obydwoje przyjechali autem z Hecką, ulubionym pieskiem. Pobyt ich trwał do 15 lipca 1953 r. Odtąd corocznie odwiedzali Skarżysko.

Przemiły był to czas gawęd, wspomnień, spacerów po łąkach i ogrodzie plebańskim, w którym rosną drzewa owocowe, srebrne i świerki, tuje, modrzewie, klony, lipy, jesiony, wiele bzów, jaśminów i różnorodnych krzewów. L Staff miał tu swoją ulubioną alejkę, zaciszną ławeczkę wśród kępy zieleni, gdzie najchętniej przesiadywał całymi godzinami, mawiał przy tym, że wchłania pełną piersią azot z powietrza. Tuż za ogrodem płynie rzeka Kamienna i jej niewielki dopływ Berdanka, której brzegi są bujnie porośnięte wikliną. Stąd tytuł poezji z r., 1954,,Wiklina”.

Większość tych wierszy powstała na plebani w Skarżysku-Kamiennej, sam L. Staff potwierdził to w rozmowie.
Poezja „Wikliny” jest taka bezpośrednia, widzi się w niej podpatrzone bieżące życie, doskonale uzewnętrznia się, jak poeta przeżywał sprawy codziennego dnia: przejawy życia przyrody, dolę i niedolę ludzką i własne osobiste odczucia.
Oto niektóre skojarzenia z poezją „Wikliny”.

Przyszła matka do kancelarii parafialnej, by pochować zmarłe dziecko. Księdza chwilowo nie było. Biedna kobieta miała wyraz twarzy bardzo bolesny, więc Helena Staffowa zagadała do niej. Strapiona matka opowiedziała jej swoje cierpienia. Zmarło jej dziecko, lekarze nie mogli uratować młodego życia. Poeta przysłuchiwał się rozmowie – a potem ból matki, jej przeżycia ujął w krótkim wierszu pt.

„Matka”
O zmierzchu przy oknie
Matka trąca nogą bieguny
Kołyski, w której śpi dziecko
Ale już nie ma kołyski,
Ale już nie ma dziecka.
Poszło pomiędzy cienie.
Matka sama siedzi o zmierzchu,
Kołysze nogą wspomnienie


Innym razem L. Staff wybrał się to ślusarza, by zreperować zamek przy torebce żony. Powrót wybraliśmy przez łąki i wikliny. Trzeba było przejść po kamieniach przez potok Berdankę. Sam przeszedłem szybko i bez trudu, i z drugiego brzegu wyciągnąłem rękę by ją podać poecie. Nie mógł odważyć się przejść, choć w tym miejscu nie było głęboko. Krystaliczna woda płynęła szumem, obmywając kamienie, których pełno na dnie. Zachęcałem, dodawałem odwagi do przejścia, przypominając „Sny o potędze”. Z uśmiechem odpowiadał L. Staff: kiedy się było rześkim i młodym, było inaczej. Wtedy pośpieszył się z pomocą jakiś harcerz i podał Staffowi laskę. Przeszedł śmiało i lekko. Zdziwił się, że przeszedł. Taka jest geneza wiersza:

"Most”
Nie wierzyłem Stojąc nad brzegiem rzeki,
Która była szeroka i urwista,
Że przejdę ten most,
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny
Powiązanej łykiem.
Szedłem lekko jak motyl
I ciężko jak słoń.
Szedłem pewnie jak tancerz
I chwiejnie jak ślepiec
Nie wierzyłem, że przejdę ten most
I gdy stoję na drugim brzegu,
Nie wierzę, że go przeszedłem,


„Droga” – to ulica Armii Ludowej w Skarżysku, do której przylega ogród plebański. Tędy prowadzi szlak do Zakładów Metalowych i dalej do Starachowic i Ostrowca Świętokrzyskiego. Świętokrzyskiego porze zmiany ulica zapełniała się ludźmi spieszącymi się do pracy i z pracy. Samochody, motocykle, rowery – ludzie w pośpiechu, by zdążyć na czas. Tędy też prowadzi droga na cmentarze. Poeta obserwował żywych i drogę ostatnią zmarłych. Powstał wiersz:

„Droga”
Umierali, umierają, umierać będą,
Jak żyć będą i żyją i żyli
Długą rosną i ścielą się grzędą
Groby tych, co się pracą strudzili,
A potężny szlak pełen siły,
Zagon krwią napojony obfitą.
Na te groby, na te żyzne mogiły
Siejmy żyto, siejmy żyto, siejmy
żyto!

Małżeństwo Heleny i Leopolda Staffów było wzorowe. Poznali się przypadkowo w Poroninie. Staff przebywał wtedy u swojego serdecznego przyjaciela Jana Kasprowicza. Helena Staff spacerowała wtedy ze swoim maleńkim siostrzeńcem, który podbijał kamieniami „kaczki na wodzie”. Robił to nieudolnie.

L.Staff był niedaleko, podszedł, pokazał praktycznie jak podrzucać kamyki, podał rękę Helenie i przedstawił się – Staff jestem.

Wykrzyknęła radośnie-Bardzo mi przyjemnie, ja tak kocham Pana poezję. Na drugi dzień wybrali się razem w góry na wycieczkę, wrócili mówiąc do siebie po imieniu. To było w 1908 roku.

Upłynęło 12 lat zanim się pobrali. Na przeszkodzie stanęła wojna. L.Staff wyjechał do Odessy. Po zakończeniu wojny wrócił do Warszawy i odnalazł swoją wybrankę.Ślub odbył się 20 września 1920 roku, w kaplicy szkolnej prywatnego gimnazjum Wołowskiej. Związek pobłogosławił ks. prefekt szkolny. Świadkami byli Berent, brat Alfred Staff, siostra Heleny Olga Radliczowa oraz rodziny.

Żyli ze sobą kochając się żarliwie. Dla Heleny była to pierwsza, najgłębsza i najtrwalsza miłość.

Tak dobranego małżeństwa nie widziałem nigdy w życiu. Ona dla niego była wszystkim. Mądra, pełna wdzięku i dobroci rozsiewała urok niewieści. Żyła obok niego, dzieci nie mieli. Myślała o każdym szczególe ,by nie miał żadnych trosk i kłopotów by swój czas poświęcił wyłącznie na pisanie, na pracę naukową. Mieli wspólne myśli, wspólne troski. W ich obcowaniu widziało się wielka kulturę i wielką szlachetność ducha.

Przypominam sobie jeden z wielu faktów, charaktersytyczny moment w czasi moich odwiedzin w Krakowie w 1948 roku. Staff chorował na oko. Helena w rozmowie ze mną wypowiadała swoje troski:
- Proszę księdza, mam takie wielkie zmartwienie. Poldek tak bardzo cierpi. Ja wiem, że z tym okiem jest źle, ale on mi nic nie mówi. Powiada, że nic mu nie jest by mnie nie martwić.

Niedługo potem w rozmowie przy której nie było żony, L.Staff tak się użalał:
- Proszę księdza mam chore oko, lekarz robi co może, ale grozi mi utrata wzroku. Boli mnie, słabo na to oko widzę , ale do żony nic o tym nie mówię by jej nie martwić.

Tak było we wszystkich sprawach.Otwarcie i szczerze wypowiadali się o rzeczach pogodnych, dobrych i jasnych. Smutki chowali oddzielnie każde dla siebie.

9 września 1956 roku Staffowie wyjeżdżali do Warszawy ze Skarżyska – Kamiennej po trzytydgodniowym wypoczynku. Helena żegnała się z każdym kwiatkiem, z każdym jej ulubionym zakątkiem i ze łzami w oczach powiedziała – Ja już tu nie wrócę. Nieuleczalna choroba czyniła postępy.

W końcu lutego w naszej ostatniej rozmowie powiedziała otwarcie:
- Proszę ksiedza, ja się kończę, proszę załatwić mi ostatnie sakramenty święte, jeżelim tego godna. Tylko tak po cichu, żeby się Poldek nie przeraził, bo ma słabe serce i by siostrze mojej oszczędzić bólu.
- Dobrze pójdę do kościoła św. Krzyża i poproszę kapłana. Załatwię tak jak Pani sobie życzy.
- Nie, proszę księdza, my tak dobrze się znamy i tylko ksiądz najlepiej mnie rozumie.

Przyjęła ostatnie sakramenty z głęboką wiarą i żalem. Zmarła 14 marca 1957. Ciało jej spoczęło na Powązkach w grobie rodzinnym.

W ostatniej trosce o męża na pożegnaiu ostanim prosiła go, by nie szedł na pogrzeb, bo będzie zimno, a on jest słaby, zaziębi się i może mu to zaszkodzić, a jego życie społeczeństwu jest bardzo potrzebne.

14 lipca 1953 roku L.Staff w kronice parafii św. Józefa w Skarżysku-Kamiennej wpisał:

„Czy droga długa, czy daleka,
Świat jest tak wielki tylko, jak serce człowieka”


L.Staff to poeta o wielkim sercu. W życiu codziennym był bardzo prosty, bezpośredni, naturalny. W zetknięciu z nim nie czuło się, że rozmawia się z wielkim człowiekiem. W ostatnich latach nie lubił wielkich towarzystw, wybierał życie w małym gronie. Nazywał się człowiekiem kameralnym.

Poeta swoim sercem ogarniał cały świat: Boga, ludzi i przyrodę. Do Boga szedł własną drogą. Kochał prawdę. Sam stwierdzał w rozmowie, że starał się zawsze mówić i pisać prawdę, ale jakże trudno czasem mówić prawdę…

Nadzwyczaj kochał dzieci i młodzież.
Obok kościoła mieskała z rodzicami mała, sześcioletnia Danusia, o ciemnych pięknych oczach. Staf zagadał do niej i znajomość była zawiązana.

Jednego dnia przyszła i zapytała nieśmiało poetę:
- Proszę Pana, czy Pani jest?
- Nie ma tu Pani, moje dziecko, Pani jest w mieszkaniu.
- Ja przyniosłam dla Pana cukierki. L.Staff podał jej rękę na przywitanie i dosć długo z nią gawędził.

Innym razem znów przyszła i pyta:
- Czy Pani jest?
- Nie ma
- Bo ja na obiad jadłam naleśniki i jeden przyniosłam dla Pana.

Staff po powrocie do Warszawy wielokrotnie pytał o Danusię i w listach dowiadywał się co porabia.

Mimo podeszłego wieku czuł się młodo. Pogodny, uśmiechnięty, zawsze czynny. Podkreślał , że młodość nabiera się z wiekiem. Na zapytanie – Czy to nie jest paradoks? – tak wyjaśniał : - Młody nie dostrzega swej młodości, dopiero świadomość tego przychodzi mu z wiekiem.
- My nie jestesmy starzy – mawiał do żony z uśmiechem – Ja mam tylko 10 razy po 7 lat. Jak to niewiele…

Śmierci się nie bał . Pisał: Jestem w latach kiedy się umiera. Po pierwszym zawale serca szczęśliwie przeżytym, mawiał żartobliwie – Kiedy umierałem…

A oto jeden z ostatnich wierszy, który charakteryzuje wewnętrzne tęskonty duszy poety:

Chciałbym się dostać do nieba,
Lecz mam za krótką drabinę.
O co ja oprzeć nad ziemią?
Ach, byle dotrzeć do obłoków…


Po śmierci żony czuł osamotnienie. Nie lubił zostawać sam. Przed wyjazdem do Skarżyska popalił wszystką korespondencję, niepotrzebne, bo ze Skarżyska może nie powrócić. Wypowiedział to w przeddzień swojej śmierci.

31 maja wstał o 8-ej godzinie rano, dokładnie się umył, ubrał w czarne, eleganckie spodnie, sam mu pomagałem włożyć bonżurkę. Od 9-ej do 9.45 z gospodarzem domu i pielęgniarką gawędził wesoło przy stole, spożywając jak zwykle śniadanie. O 9.45 wszyscy wstali od stołu, dziękując sobie wzajemnie. Dzień słoneczny zachęcał do wyjścia do ogrodu i z tą właśnie myślą poeta wraz z pielęgniarką przeszli do pokoju, w którym L.Staff mieszkał. Nikt nie przypuszczał, że są to ostatnie chwile życia poety.

Śmierć przyszła nagle. O godzinie 10-tej rano przestało bić serce wielkiego człowieka i poety.

Przy jego śmierci był kapłan katolicki, który umierającemu udzielił Sakramentu Olejem św. Namaszczenia, pielęgniarka, lekarz i dwie siostry miłosierdzia.

Wieść o śmierci Staffa lotem błyskawicy obiegła Skarżysko, Warszawę i cały kraj. Szkoły w mieście Skarżysku przerwały lekcje. Instytucje, młodzież, dorośli i dzieci, inteligencja i robotnicy – całe społeczeństwo spontanicznie pośpieszyło z hołdem dla Zmarłego.Złożono mnóstwo kwiatów i wieńce, inni ofiarowali modlitwę, a ogół ze łzą w oku żegnał wielkiego poetę na drogę wiecznego spoczynku.

1 czerwca o godz 15.30 nauczycielstwo ze Skarżyska w asyście duchowieństwa poniosło na swoich barkach trumnę do kościoła św. Józefa, skąd po krótkich modłach i przemówieniu pożegnalnym młodzie poniosła ją do pogrzebowego auta, które szczątki Leopolda Staffa przewiozło do Warszawy.

Z wiarą w życie wieczne wyśpiewał sobie Leopold Staff w swej poezji ostatni moment na ziemi:

A dziś widzę w łez radosnych rosach,
Że Bóg był bliższy mnie, niż ja sam siebie,
I wiem to jedno, że gdy mnie ułożą,
Na sen wieczysty żmudnego pielgrzyma,
Natenczas ujrzę wieczną światłość Bożą,
Zamkniętymi na wieki oczyma.



Ks. Antoni Boratyński

Fot. J.Hakenberg


Przewodnik Katolicki Poznań 16.VIII.1957



Skarzysko24.pl dziękuje P. J. Hakenbergowi za przekazanie materiału do publikacji.



Komentarze

0Szpileczka2007-05-31 23:30#1
Bardzo interesujące opracowanie.
Cytuj

Dodaj komentarz

Aby dodawać komentarze wypełnij poniższy formularz. Gdy komentujesz jako gość (bez zakładania konta w naszym portalu) Twój komentarz zostanie opublikowany po akceptacji moderatora. Komentarze zarejestrowanych użytkowników (możesz zarejestrować się TUTAJ) publikowane są automatycznie.

Kod antyspamowy


Odśwież

Ostatnio opublikowane

Pożar samochodu osobowego na ulicy Krakowskie…

Opublikowano: 14.08.2018 11:42

Komentarzy: 1

Oszuści nadal aktywni. Kobieta straciła 10 00…

Opublikowano: 14.08.2018 10:51

Komentarzy: 2

Zwycięstwo Orlicza na inaugurację ligi

Opublikowano: 13.08.2018 17:04

Komentarzy: 0

Pre-umowa na dofinansowanie budowy tunelu pie…

Opublikowano: 13.08.2018 12:40

Komentarzy: 25

Tragiczny wypadek w Suchedniowie. Nie żyje je…

Opublikowano: 13.08.2018 11:56

Komentarzy: 0

Dożynki w Łącznej

Opublikowano: 13.08.2018 11:23

Komentarzy: 0

Rozmawiali z seniorami o bezpieczeństwie na d…

Opublikowano: 13.08.2018 11:08

Komentarzy: 0

W sobotę odbędzie się II piknik żeglarski TSK…

Opublikowano: 13.08.2018 10:39

Komentarzy: 0

Kibice Granatu zagrali dla chorego Konrada

Opublikowano: 12.08.2018 14:11

Komentarzy: 0

Posiadał przy sobie narkotyki. Został zatrzym…

Opublikowano: 11.08.2018 21:30

Komentarzy: 0

  • hum1
  • hum2
  • hum3

Ostatnie ogłoszenia


Zobacz wszystkie >

Dodaj ogłoszenie +

Glutamina Odżywki

Ostatnio na forum